czwartek, 21 lipca 2016

Orange is the new black.

 płaszcz, torebka Zara | sukienka Montenapoleone (podobna: opcja 1, opcja 2, opcja 3, opcja 4)| szpilki Aldo | okulary H&M | zegarek Daniel Wellington 

Gdybyście zapytali mnie, jakiego typu rzeczy najbardziej lubię, z pewnością odpowiedziałabym długie i zwiewne. Po prostu nie potrafię obok takich ubrań przejść obojętnie. Zawsze skupiają moją uwagę i bardzo często nawet namawiają do zmierzenia (a wierzcie mi, czasem pójdę do galerii, niby połazić, poszukać czegoś fajnego, a ostatecznie myślę, kiedy tylko ją opuścić). Są jednak rzeczy, które niemalże jak za dotknięciem magicznej różdżki, a częściej magicznej ceny w sam raz na mój budżet, aż proszą Szymańska zdejmij mnie z wieszaka i zabierz do domu. Z płaszczami sytuacja jest prostsza, ale za to niełatwo idzie mi ze znalezienie tych idealnych, niekoniecznie wymarzonych, bo nigdy o takim, jaki prezentuję na powyższym zdjęciach nie marzyłam (no chyba, że od czasu zobaczenia go na stronie internetowej), a zasilił on moją kolekcję. Skromną, ale jakże mnie zadowalającą. Zatem, podliczając moje trencze, mam ich już sztuk trzy. Wszystkie z Zarazy. Jeden beżowy, który nakładam z musu, ale szkoda się go pozbyć. W końcu klasyk. W końcu ponadczasowy. W końcu krój idealny. W końcu elegancki. Bla, bla, bla. Wiecie doskonale, że to tak do mnie pasuje, jak śnieg do Egiptu (okej, poza tym beżem, bo na ten, na którego widok będę miała serca w oczach, jeszcze poluję). Drugi - khaki z naszywkami, zdążyliście już go poznać i jest z tej puli ubrań, którą lubię najbardziej, czyli kategoria cokolwiek na siebie nie nałożysz, płaszczem nadrobisz całość. I ten rdzawy śmiało można dorzucić do tego katalogu. Powyżej prezentuję go w bardziej szalonym zestawieniu, gdzie dużą uwagę skupiają również szpilki (tak wnioskuję po Waszych komentarzach na Facebook'u i Instagramie :D). Ale to jest ten typ ubrania, który stylówkę złożoną z samych rurek i topu zamieni w odlotowy set. Zatem, jak tu się nie skusić na taki zakup, gdy jest on tak korzystny dla całej mojej garderoby :D
Co do stylizacji - całość to miks pasków: pionowych na sukience, poziomych na szpilkach i zegarku oraz skośnych na torebce. Bazę zachowałam w tej samej kolorystyce - bieli i granacie, a całość postanowiłam przełamać mocnym kontrastującym kolorem - pomarańczowym o rdzawym zabarwieniu i tu już pod ciepłą kolorystykę płaszcza dobierałam torebkę oraz okulary. Całość, choć złożona z wielu różnych elementów, prezentuje się spójnie i do tego należy dążyć przy takim urozmaiceniu ;)

P. S. Pamiętaliście jak prezentuję się w szpilkach? :D Ostatnio tak rzadko wybieram tego typu obuwie, że po chwili noszenia zaczynają mnie boleć nogi i przypominam sobie, dlaczego warto nosić płaskie buty :D

poniedziałek, 18 lipca 2016

urok uśmiechu

 trencz Zara | top Montenapoleone | spódnica no name | torebka Zara | okulary H&M | buty Converse 


Zdaje się, że na tegorocznych wyprzedaż udało mi się zapolować na trench wszech czasów. Jest to aktualnie okrycie wierzchnie, które najczęściej noszę. Zawsze w pogotowiu, gdy nie wiem, co narzucić na ramiona, a tak się ostatnio składa, że pogoda tego wymaga. Raz robi zestaw (gdy wybieram zwykły top i jeansy), innym razem jest elementem układanki, która w zamiarze ma być oryginalną i efektowną.
Kolorystyka całości dość standardowa, bez większych szaleństw i zaskoczeń w stylu: nie wiedziałam, że te kolory mogą ze sobą dobrze wyglądać (co nie oznacza, że nie pokażę się Wam w bardziej odważnej kombinacji kolorystycznej). 
Warto w tej stylizacji skupić uwagę na top. Przełamuje on typowo casual'owy charakter zestawu. No i, powtórzę się kolejny raz, nadaje całości bardziej dziewczęcy charakter (dochodzę do wniosku, że lubię, gdy każda moja stylizacja ma choć odrobinę dziewczęcości; strasznie delikatna zrobiłam się na przestrzeni lat :D). A to wszystko przez te falbanki! A może i przez szczery uśmiech? W końcu to uśmiech jest najpiękniejszym ubraniem kobiety ;)

niedziela, 17 lipca 2016

Instagram story #7

Taaaak! Wracam z podsumowaniem tego, co działo się na moim koncie na Instagramie. Tęskniliście za tą serią? Przy okazji jednego z wpisów, w tym tygodniu, mówiłam, że sklejanie takiego podsumowania tydzień temu byłoby bez sensu, gdyż na moim Instagramie pojawiały się jedynie zdjęcia z wcześniej opublikowanych sesji, takie małe #tb (skoro już skupiamy się na instagramowej rzeczywistości). Praca kompletnie mnie pochłonęła i jedyny wolny czas jaki miałam przeznaczałam na wegetowanie, by móc kolejnego dnia znów wstać o 7 i pracować. W tym tygodniu, choć wciąż pracowałam za dnia, jakoś udało mi się pogodzić te obie czynności i wracam do Was z serią, która zdaje się, przypadła Wam do gustu! ;) 

Kto jeszcze mnie nie obserwuje zapraszam na NEONOWA_STRZALA


Powyższa stylizacja powinna być Wam dobrze znana, gdyż pojawiła się na początku tygodnia na stronie (TUTAJ). O sukience rozpisywałam się już we wpisie, ale z chęcią się powtórzę - warta posiadania. Z pewnością jest jedną z moich ulubionych w szafie. Stylizację z poniższych zdjęć też powinniście kojarzyć (cała sesja). I powiem tak, ja jak to ja, zachwycam się, bo moje, bo M. zrobił zdjęcia jak z fashion week'a, bo kolory mi się podobają i detale mi się podobają, ale że w Was wzbudzi takie zainteresowanie i tak przypadnie go gustu - tego nie przypuszczałam! Dziękuję bardzo! :) 

P. S. Czy tylko ja jestem borówkowym potworem? :D Wcinam je aż do bólu brzucha obiecując sobie, że już nigdy więcej i co? Po kilka dniach powtórka z rozrywki :D 


Choć ten semestr miałam tak luźny, że mogę śmiało powiedzieć, że moje wakacje trwają od lutego, to jednak na słowo wakacje, w tym właściwym wakacyjnym okresie, świecą mi się oczy. Za każdym razem słowo wakacje przywodzi na myśl wspomnienia i to jest cała magia tego słowa. Zdecydowanie nie mogło go zabraknąć na moim Instagramie. 
Tydzień temu w piątek odbyła się impreza, którą organizowałam wraz z dziewczynami z Flawless w klubie Rejs w Białymstoku. Na imprezę załatwiłyśmy świecące bransoletki, także że na parkiecie było kolorowo i neonowo, a w barze były serwowane specjalne shoty - różowe w kolorach loga dziewczyn z Flawless i niebieskie - nawiązujące do Neonowej (gdyby Poli samochód nie był niebieski i gdyby jego model nie nazywał się Neon to naprawdę, nie wiem jakby ta stronę się nazywała :D). 
No i zdjęcie z serii: jestem padnięta, ale machnę sobie selfie i nikt nie pomyśli, że jestem padnięta. Nie wiem, czy oglądacie serial The odd couple, ale ja się totalnie wciągnęłam. Amerykański sitcom, w którym gra jeden z aktorów występujących w Friends'ach - Matthew Perry. Ale, do czego dążę? Jest tam pewien sportowiec - imprezowicz i babiarz. I przyszło do zrobienia mu zdjęcia. Przed zdjęciem wyglądał jak styrany życiem, ekhm, imprezą, a na zdjęciu jak młody bóg. O tym, że niezły z niego pozer wiadomo od dawna, ale czy w takim wypadku ja też wychodzę na pozerkę? :D 
A na koniec wydarzenie tygodnia - wieczór panieński Niki (Scal widoczne). Nika już za tydzień w niedzielę nie będzie panną, tylko żoną i ja tego wieczoru nie mogę się doczekać. O ślubie dowiedziałam się względnie szybko (niemalże tuż po zaręczynach!), odliczałam z nią dni jak szalona, za pomocą aplikacji (jeszcze pamiętam, jak było 286 dni do ślubu!). Byłam z nią przy wybieraniu sukni ślubnej, widziałam dodatku ślubne, razem biegamy, dzięki czemu Nika osiągnęła piękniejszą sylwetkę i podobno teraz w sukni wygląda już nie jak milion dolców, a jak bilion dolców. I wiecie co? Mówi mi o tych wszystkich przymiarkach, zmianach, super talii, ale nie chce się pokazać w przerobionej sukni!  Trzyma ten widok w tajemnicy do samego ślubu, jednocześnie pobudzając we mnie ekscytację. Czasem się zastanawiam, która z nas bardziej nie może się doczekać :D I która bardziej będzie się stresowała! Pewne jest jedno, Nika - poryczę się pewnie jak bóbr, zatem stanę za M. abyś tego nie widziała :D 

czwartek, 14 lipca 2016

gra w detale

 bluzka Shein | spodenki Bershka | klapki, okulary, pierścionek H&M | torebka Paulina Schaedel | zegarek Daniel Wellington | sztywna bransoletka Mango | delikatna bransoletka Mollie 

Śmiało mogę powiedzieć, że ta stylizacja nie byłaby tak efektowna, gdyby nie ciekawe detale. To dzięki nim całość, moim skromnym zdaniem, wygląda zjawiskowo. Spodenki bez kwiecistej aplikacji byłyby zwykłymi spodenkami w kolorze pudrowego różu. Mogą w zestawie grać pierwsze skrzypce (jak w przypadku jednej z ostatnich stylizacji), ale tym razem postawiłam na bardziej wyraziste połączenie. Trzeba jednak uważać, aby nie przytłoczyć ich uroku - stąd góra, w beżowym kolorze, gładka, ale niestandardowa przez kokardy wiązane w okolicach nadgarstków. Ważną rolę odgrywają tu także akcesoria, które pozostają spójne kolorystycznie z ubraniami. Klapki są świetną alternatywą szpilek, czy sandałków, szczególnie gdy zależy nam na wygodzie. Możliwe, że dopasowałabym do tego zestawu wiązane sandałki w kolorze pudrowego różu/beżowe na słupku, gdybym tylko takie posiadała, ale z pewnością byłaby to bardziej standardowa kombinacja. Kropką nad "i" jest tutaj biżuteria. Wiem, wiem i tak sporo się dzieje w tej stylizacji, ale mam wrażenie, że bez błyskotek czegoś by tu brakowało. Na jednej ręce, ostatnio mój ulubiony, zestaw - zegarek z brązowym paskiem plus pozłacane bransoletki, na drugiej - ogromy pierścień. Nie sądziłam, że będę go nosiła, ale kosztował gorsze na wyprzedażach i aż żal było go zostawić na sklepowej półce. Dobrze, że coś mnie pokusiło i zrezygnowałam z kawy na rzecz tej błyskotki, bo to była dobra inwestycja (i nie tucząca w porównaniu do kawy :D). Co lepsze, okazuje się, że pasuje mi do wielu stylizacji, no i ostatnio zrobiłam się jakaś pierścionkowa, zatem chodzę i szukam po sklepach skarbów na palce. Kobieta jednak zmienną jest! :D 

wtorek, 12 lipca 2016

sukienka typu off shoulder w dziewczęcym wydaniu

 sukienka Shein | torebka Paulina Schaedel | buty Reebok | okulary H&M | sztywna bransoletka Mango | delikatna bransoletka Mollie 

Po pierwsze - wybaczcie mi te wszelkie wygniecenia kiecy, ale jazda samochodem, w zapiętych pasach, nigdy nie sprzyja gładkości ubrań, zatem mam nadzieję, że choć trochę jestem usprawiedliwiona (aż chyba na wszystkie zdjęcia zacznę jeździć autobusem i będę jedynie stać). 
Po drugie - wypadałoby się zapytać co tam u Was słychać? Jak zauważyliście, nie było ostatnio Instagram story, ale doszłam do wniosku, że sklejanie wpisu, w którym dominowałyby zdjęcia z różnych sesji na przestrzeni ostatnich tygodni, jest bez sensu. Mam taki natłok pracy, że tak naprawdę za wiele, w zeszłym tygodniu, się u mnie nie działo, zatem nie było też o czym pisać. Okej, mogłabym wspomnieć o imprezie w Rejsie, która była bardzo udana, ale mam nadzieję, że kolejna edycja będzie jeszcze fajniejsza! 
Po trzecie - podoba się Wam powyższa stylizacja? Ja nie będę ukrywać, jestem oczarowana sukienką. Mam już nieco rzeczy w szafie z Shein i muszę Wam przyznać, że ta sukienka jest chyba jedyną, w której choćbym chciała znaleźć jakiś minus, to nie potrafię. Jedyna rzecz, która w mnie w żadnym stopniu nie rozczarowała. Zdecydowanie perełka, jakich mało, no i żywo, a także (tak sobie myślę) na moich zdjęciach, prezentuje się znacznie lepiej niż na zdjęciach produktu na stronie internetowej. I dlatego też jestem tak pozytywnie zaskoczona!  Jeśli Wam się ona podoba, to z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że jest warta zakupu :) My tu, a bardziej ja tu, gadu gadu, a tu tak naprawdę mamy jeszcze dodatki, na które warto skupić uwagę. I tak aby nie było zbyt klasycznie, jeśli chodzi o połączenie kolorystyczne, zdecydowałam się na fioletowe akcesoria (taaak, te Reebok'i też są fioletowe - mają piękny pastelowy odcień) i pozłacaną biżuterię (która nawiązuje do wykończeń torebki).  Góra bardziej elegancka, dół w bardziej młodzieżowym stylu. Całość dzięki temu nabrała dziewczęcego charakteru i o to właśnie mi chodziło! :)

środa, 6 lipca 2016

No to w drogę.

 trencz Zara | top Cubus | spodnie Monashe | buty Adidas (White Store) | torebka Paulina Schaedel | okulary H&M | zegarek Cluse (Time&More) | bransoletka Pandora 

Powszechnie uważa się, że czarny wyszczupla. Bardzo bym chciała, ale powiem Wam jedno, jakichkolwiek czarnych rurek nie nałożę, czuję się jak ostatni wieloryb wypuszczony na ulice. I nie pomagają do tego dobrane czarne adidasy. Celowo o nich wspominam, bo mając czarne buty, optycznie wydłużam sobie nogi, gdyż nie tworzę kolejnego cięcia talii i nie wyróżniają się one kolorem w zestawie. Mimo wszystko, lubię czasem wskoczyć w zwykłe czarne rurki, nałożyć adidasy, dobrać worek, całość dopełnić efektowną narzutką i ruszyć przed siebie. O tak, szczególnie, gdy mam koło 500 kilometrów do przejechania samochodem. O czym dokładniej mówię? Jest to stylizacja z mojej podróży do Gdańska. Wygodna i praktyczna. Bez zbędnego strojenia, ale jednak przyciągająca wzrok - tak, aby nikt sobie nie pomyślał, gdy będę brała modową gazetę do ręki, tak, tak, przyda Ci się dziewczyno kilka porad :D Tak ja czasem daje Wam porady i mam nadzieję, że inspiruję. Zatem, spełniam swój blogerski obowiązek i to z ogromnym uśmiechem na twarzy, bo lubię to robić! ;)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Instagram story #6

 Kolejne podsumowanie tygodnia na moim Instagramie. Śmiało można powiedzieć, że w 100% zdominowany został on przez Open'era i tak naprawdę, na tym głównie się skupię. Nie będę ukrywać, nie działo się na Instagramie zbyt wiele, ale Ci, którzy śledzą mnie na Snapie (neonowastrzala), z pewnością mogli choć trochę poczuć klimat tego niesamowitego festiwalu :) 

INSTAGRAM: NEONOWA_STRZALA
 Pierwszym zdjęciem, które rozpoczęło miniony tydzień, było zdjęcie z trasy. Aśka miała rację, ten kawałek był naprawdę piękny. Ściana lasu, jeziora po obu stronach, zakręty, górki. Zaczęło się naprawdę pięknie, no i było zabawnie, bo co chwilę mówiła: o to tu! A nie, jednak nie. Tu, tu. Nie, to jednak nie to miejsce. I tak z półgodziny :D Na miejsce dojechaliśmy całkiem sprawnie, odstawiliśmy dziewczyny na pole, a sami udaliśmy się do mieszkania w Gdańsku. I od tego momentu zaczęło się całe chill'owanie. 

Z pierwszego dnia zanotowałam stylizację, którą mieliście okazje już oglądać TUTAJ. Przy okazji tamtego wpisu pisnęłam kilka słów, jaki był mój zamysł, gdy ją tworzyłam, także zapraszam, jeśli macie ochotę pooglądać zdjęcia, czy poczytać, co miałam do powiedzenia. Tego dnia zaskoczył nas ogromny deszcz, po którym wyszły aż dwie tęczę i to było naprawdę świetne zjawisko. Śmieje się, że mieliśmy powtórkę z rozrywki, bo 4 lata temu identyczna chmura zbliżała a naszą stronę, przeszła z ogromnymi podmuchami wiatru dalej, a za sobą pozostawiła piękne słońce. Ta raczyła pozostawić jeszcze krople deszczu, ale nie mamy jej za złe - impreza i tak była udana! 



Kolejny dzień i kolejna stylizacja, która tak naprawdę nie ujrzała światła dziennego na polu festiwalowym. O tym również Wam wspominałam przy okazji TEGO wpisu. Ale, na zdjęciu poniżej (z opisem świetna szama) jest możecie zobaczyć stylizację, którą sobie wybrałam. To był kolejny deszczowy dzień, zatem wypadało mieć coś długiego i ciepłego. 
A co do szamy - na tym festiwalu nie było mnie 3 lata i widzę, że wiele się zmieniło. Kiedyś było typowo festiwalowe jedzenie - bigos, kiełbasa, ziemniaczki, fryty, pizza (oczywiście, festiwalowe przysmaki są dalej do kupienia), w tym roku zastałam mnóstwo food truck'ów ze świetnym jedzeniem. Każdy z pewnością znalazł coś dla siebie, bo serwowane były również potrawy wegetariańskie oraz wegańskie ;) Ja osobiście zajadałam się makaronami i burgerami, a do tego belgijskimi frytkami. 



Widzę, że z trzeciego dnia festiwalu jest najwięcej zdjęć na moim Instagramie. Moje selfie z podpisem tańce do rana, zostało zrobione tuż przed 4, kiedy to Paul Kalkbrenner kończył swój występ. Cały jego koncert przetańczyłam i przyznaję się, pierwszy raz byłam tak długo na tym festiwalu, a jego koncert zapamiętam na baaaardzo długo. Zaczynał o 2, gdy była totalna ciemnica, skończył grać o 3:45 gdyby już było super jasno. Ten wchód słońca, muzyka na żywo, tysiące ludzi tańczących dookoła i ta radość, która każdego przepełniała dała mi dużo energii. Wystarczającą, by wrócić do mieszkania, zmyć makijaż i pójść spać, o 6 :D 
A pod moim selfie, zdjęcie z Aśką, obie emanujące szczęściem i chill'ujące na koncercie Rysy :) Siedziałyśmy sobie przy tent stage na kocyku, wgapione w telebim i oglądające występ. Zresztą, tent stage zaserwował mi w tym roku wiele koncertów, które mnie zachwyciły, poruszy, bądź zachęciły do zabawy, jak chociażby Caribou, Dawid Podsiadło, Chvrches, czy przed chwilą wspomniane Rysy. 


Fajerwerki to był dopiero szał i niespodzianka, którą organizatorzy przygotowali ostatniego dnia na godzinę północ. Piękny pokaz z okazji piętnastolecia festiwalu. Musze Wam powiedzieć, że nie rozczarował mnie ten wyjazd. Czuję ogromny żal, że już się skończył i co więcej, czuję taką ogromną radość w sobie, przeogromną, jakbym pierwszy raz tam była. I tego mi brakowało! :)